300 – recenzja

V wiek przed naszą erą. Armia Persji pod dowództwem króla Kserksesa wyrusza na podbój Grecji. Posłańcy króla perskiego próbują zastraszyć króla Sparty, Leonidasa. Przywódca słynnego wojowniczego państwa postanawia stawić czoła potężnemu przeciwnikowi. Układy polityczne nie pozwalają Leonidasowi na wystawienie całej armii. Podejmuje próbę obrony Sparty i całej Grecji w wąwozie termopilskim wraz z tytułowymi 300 wojownikami.

Trzystu dzielnych Spartan dzielnie odpiera ataki szarżujących Persów. Odpiera – dodajmy – w sposób bardzo widowiskowy. I w ten sposób dochodzimy do największej zalety filmu – jego barwności, komiksowego (dosłownie) sposobu pokazywania obrazów. 300 wprowadziło do kina nową jakość w tym zakresie – nie sposób nie zachwycić się scenami walki, efektami specjalnymi. Na szczęście, filmowi towarzyszy całkiem zgrabna fabuła, dobrze przemyślana. Reżyser wprowadza nas w arkana agoge - czyli słynnego spartańskiego wychowania, a także pewnych okrutnych obyczajów – jak np. zrzucanie chorych dzieci ze skał. Widzimy jak hartuje się młody Spartiata, jak ciężkim próbom jest poddawany, żeby zostać zaakceptowanym w swojej społeczności. Dopiero wtedy może mienić się dojrzałym mężczyzną. Widzimy poświęcenie wojowników dla ocalenia swoich rodaków, a w konsekwencji całej greckiej kultury przed barbarzyńskimi hordami prosto z Azji. Może w filmie mamy trochę za dużo patosu – mówienia o starciu greckich wolnych ludzi z azjatyckimi niewolnikami, gdy tymczasem Sparta była państwem zamkniętym, w którym obywatele byli ściśle kontrolowani. Nie znajdziemy tutaj historycznej ścisłości. Najważniejsze jednak, że całą historię ogląda się naprawdę bardzo dobrze.

300 wniosło trochę świeżości do kina – szczególnie w warstwie wizualnej, podobnie jak zekranizowany rok wcześniej inny komiks Franka Millera – Sin City (który filmem jest pewnie nawet lepszym). Polecam na wieczorne odprężenie.

Od film-bloga – 7.5/10!

Forrest Gump – recenzja

Forrest Gump - recenzja filmu na blog filmowymForrest Gump to prosty, szczery, uczciwy lecz niezbyt rozgarnięty chłopak, którego wiatry historii umieszczają w najważniejszych dla USA momentach XX wieku. Dzieciństwo spędza na farmie w Luizjanie mieszkając z matką. Ze względu na niski iloraz inteligencji ma problem z dostaniem się do szkoły powszechnej, jednak mama Forresta jest bardzo zdeterminowana, żeby chłopiec miał takie same możliwości jak wszyscy inni. Jak się okazuje, Forrest potrafi swoją szansę wykorzystać lepiej (najczęściej nieświadomie) niż znakomita większość innych ludzi. Zostaje gwiazdą futbolu amerykańskiego w drużynie uniwersyteckiej, jest uważany za bohatera po powrocie z Wietnamu, inspiruje Elvisa Presleya, to on tak naprawdę ujawnia aferę Watergate, zostaje milionerem i lokalnym darczyńcą w rodzinnej Luizjanie. Marzeniem Forresta jest jednak zupełnie coś innego – ożenić się ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa – Jenny. Ich losy przeplatają się, wracają do siebie i znowu rozchodzą, Forrest jednak nigdy nie rezygnuje z tej miłości. Zakończenie tej historii jest prawdziwie słodko-gorzkie…

Forrest Gump - recenzja filmu na blog filmowym

Forrest w Wietnamie

Forrest Gump z jednej strony wydaje się być niesamowitym szczęściarzem. Przy jego ograniczonych możliwościach los daje mu szansę bycia kimś sławnym, bogatym, spotkać w życiu takich ludzi jak John Lennon czy John Kennedy, z drugiej strony widzimy, że w Wietnamie zostaje prawdziwym bohaterem, zasłużenie (choć niejako przy okazji) zostaje gwiazdą futbolu amerykańskiego czy mistrzem ping-ponga. Widzimy więc, że Forrest ma coś w sobie, co prowadzi go od sukcesu do sukcesu.

Forrest Gump to jeden z moich ulubionych filmów – ciepły, zabawny, momentami bardzo smutny, na pewno zostaje w pamięci. „Życie jest jak pudełko czekoladek; nigdy nie wiesz, na co trafisz” – to powiedzenie mamy Forresta już pewnie weszło do powszechnego użycia. Robert Zemeckis i Tom Hanks w tytułowej roli stworzyli małe arcydzieło. Dlaczego małe? Ten film nie robi wrażenia jakby pretendował do kinowej galerii sław – raczej ma opowiedzieć całkiem niepospolitą historię niepospolitego człowieka. Rozśmieszyć, wzruszyć i zadziwić. Wypełnia to zadanie znakomicie.

Spotkanie z prezydentem Kennedym...

Dodam jeszcze, że Forrest Gump otrzymał aż 6 Oscarów – za najlepszy film, dla najlepszego aktora pierwszoplanowego (Tom Hanks), dla najlepszego reżysera (Zemeckis), najlepszy scenariusz adaptowany, najlepszy montaż oraz za najlepsze efekty specjalne (chodzi o wmontowanie Toma Hanksa w archiwalne filmy razem z najważniejszymi postaciami XX wieku).
Polecam również książkę Forrest Gump Winstona Grooma – tam Forrest zostaje również kosmonautą oraz arcymistrzem szachowym… Jest to jeden z niewielu przypadków kiedy film jest lepszy niż książka na podstawie której powstał. Jako ciekawostkę podam fakt, że do roli głównej był przymierzany John Travolta, ale odmówił. Myślę, że dobrze się stało:)

Bardzo zasłużone – 9/10 od film-bloga!

Bękarty wojny (Inglourious Basterds) – recenzja

Czasy II wojny światowej. Amerykański porucznik – Aldo Raine – zbiera oddział złożony z Żydów, których zadaniem będzie mszczenie się na niemieckich żołnierzach za zbrodnie nazistowskie (dodatkowo zdzierając z nich skalpy). W innym miejscu, we Francji, pułkownik Hans Landa tropi ukrywających się Żydów. Masakrę jednej z rodzin przeżywa młoda Shosanna, dysząca pragnieniem zemsty (częsty motyw u tego reżysera…). Jak to u Tarantino wszystkie wątki gdzieś się spotkają.

Na tym skończę streszczanie fabuły, ponieważ wydaje się być nieco drugorzędnym dodatkiem do pojedynczych scen, znamionujących geniusz reżysera. Przesłuchanie francuskiego chłopa – pierwsza scena filmu, scena w barze, gdzie brytyjscy agenci próbują uniknąć pułapki zastawionej przez SS-mana, wreszcie uroczysta premiera filmu, która jest świetną okazją do zgładzenia wierchuszki III Rzeszy. Każdy z tych fragmentów wciąga widza i oferuje świetną zabawę. Polecam szczególnie scenę, gdzie Brad Pitt próbuje mówić po włosku ze swoim akcentem prosto z Tennessee:) Myślę, że ten występ będzie pamiętana latami.

Po Grindhouse wydawało się, że Tarantino nieco traci formę, ale tym filmem powraca w wielkim stylu. Duże brawa za obsadę – w drugoplanowych rolach między innymi: Daniel Brühl (znany z Goodbye Lenin), Til Schweiger, Diane Kruger czy Eli Roth. Przede wszystkim jednak na brawa zasługują Brad Pitt w roli Aldo Raine’a i Christopher Waltz jako pułkownik Landa. Szczególnie ten drugi każdą scenę, w której występuje kradnie innym aktorom – ciężko odwrócić uwagę od przebiegłego i zabójczo inteligentnego, okrutnego SS-mana. Waltz za swoją rolę odebrał zasłużonego Oscara. Podobno pierwszym typem reżysera do tej roli był Leonardo DiCaprio – czego bym o nim jednak nie pisał przy okazji recenzji Wyspy tajemnic, Waltz pasuje tutaj lepiej.

Europejskim widzom może się wydawać, że ten film spłyca temat II wojny światowej, z tragedii milionów ludzi robi brutalne połączenie komedii i kina akcji. To wszystko prawda, ale chyba nie oczekiwaliśmy po Tarantino niczego innego, racja?:)

8/10!

Szczęki (Jaws) – recenzja

Szeryf Martin Brody przeprowadza się wraz z rodziną z Nowego Jorku na malowniczą wyspę Amity. Wydaje się, że taka zmiana to w praktyce zesłanie, ale z drugiej strony – piękne plaże, morze, cisza i spokój. Pewnego dnia na plaży zostają znalezione zwłoki dziewczyny – prawdopodobnie ofiary ataku rekina. Jednak zamknięcie plaży w obawie przed powtórzeniem się tego zdarzenia nie wchodzi w grę. Burmistrz Amity doskonale wie, że miasteczko żyje głównie z turystów, wymusza więc opinię, że był to nieszczęśliwy wypadek.

Panowie wypływają na polowanie...

Oczywiście bestia uderza ponownie, więc Brody’emu nie pozostaje nic innego jak wyruszyć na polowanie. Bierze ze sobą naukowca doświadczonego w badaniach nad rekinami (Richard Dreyfuss) oraz wytrawnego łowcę – Quinta (Robert Shaw). Quint na polowaniach na rekiny – nomen omen – zjadł zęby, jego kutrem wyposażonym w niezbędny sprzęt trójka śmiałków rusza na polowanie. Bestia jest bardzo inteligentna i nawet doświadczenie takie znakomitego fachowca jak Quint może nie być wystarczające.

Szczęki to jeden z pierwszych filmów Spielberga, a na pewno pierwszy, po którym stał się szerzej znany (chociaż moim zdaniem wcześniejszy o kilka lat Pojedynek na szosie też był bardzo dobry). Sztuczny rekin zbudowany na potrzeby filmu, w połowie lat 70. jak i dzisiaj robi duże wrażenie.Jednak tym co zadecydowało o gigantycznym sukcesie (również finansowym) filmu jest z pewnością utrzymujące się przez niemal cały film napięcie. Wielka w tym zasługa Johna Williamsa, który obok Ennio Morricone jest chyba najlepszym kompozytorem muzyki filmowej. Motyw przewodni z filmu, pewnie zna każdy. Duet Spielberg – Williams współtworzył również inny opisany przeze mnie na blogu film – Imperium Słońca. Szczęki to nie jest film wybitny, ale na pewno w swoim gatunku jest w ścisłej czołówce, świetnie się go ogląda, faktycznie potrafi przestraszyć – niekoniecznie jak większość dzisiejszych horrorów – bryzgającymi po ścianach flakami.

Quint - doświadczony łowca rekinów

Zasłużone – 7.5/10!

ps. do obejrzenia dzisiaj o 22.35 na TVP1:)

Obcy (Alien) – recenzja

Odległa przyszłość. Statek kosmiczny Nostromo wraz z 7-osobową załogą powraca na Ziemię. Członkowie załogi zostają wybudzeni z hibernacji wcześniej niż było to zaplanowane – komputer statku odebrał sygnał SOS nadawany z pobliskie planety, należy to sprawdzić. Załoganci mniej lub bardziej chętnie (z naciskiem na mniej) lądują w nieznanym miejscu. Odkrywają tam dziwne jaja, ułożone tysiącami w podziemiach. Z jednego z jaj wykluwa się dziwne stworzenie i przysysa się do twarzy Kane’a. Po powrocie na statek i kilku dniach śpiączki, pasożyt odrywa się od Kane’a, ten czuje się znacznie lepiej. To jednak dopiero początek problemów. Zaatakowany załogant został nosicielem śmiertelnie groźnego drapieżnika, który wkrótce się wykluje.

Alien to przedstawiciel gatunku, który dzisiaj nazwalibyśmy survival horrorem – siedmiu ludzi (no nie do końca, jak się później okaże…) kontra jeden obcy. Ciasne pomieszczenia, korytarzyki, kanały wentylacyjne statku dają klaustrofobiczny efekt zagrożenia. Poruszający się po wszystkich ścianach, atakujący z piekielną szybkością obcy powoduje prawdziwe przerażenie u widza. Potwór będzie ścigał topniejącą załogę do samego końca… Co gorsza w jego żyłach płynie niezwykle toksyczny kwas, kropla krwi (?) zranionego obcego może przepalić kilka poziomów statku.

Pierwsze problemy...

Wielkie wrażenie robi postać obcego oraz wszelkie instalacje na planecie – zaprojektowane prze szwajcarskiego malarza H.R. Gigera. Bardzo dobrą rolę zagrała Sigourney Weaver – twardej Ripley, która nie panikuje i za wszelką cenę chce ocalić życie przed potworem, ten film stał się dla niej przepustką do kariery.

Obcy ogląda się trochę niczym komiks – efektowny, niezbyt logiczny, ale trzymający w grozie i napięciu – zdecydowana czołówka horrorów i początek niezłej serii (dobra była jeszcze tylko druga część, później coraz gorzej). Zasłużony Oscar za najlepsze efekty specjalne.

Obcy z profilu

8/10 od film-bloga!

Cast Away – poza światem – recenzja

Chuck Noland (Tom Hanks) jest chyba ostatnią osobą na świecie, która powinna trafić na bezludną wyspę. Jest energicznym pracownikiem firmy kurierskiej FedEx, jego obsesją jest podporządkowanie się czasowi. Ze względu na charakter pracy (ciągłe wyjazdy do różnych zakątków świata) doskonale rozumie znaczenie punktualności i dobrej organizacji. Niestety wracając z jednej z podróży, samolot, którym leci Chuck, rozbija się w pobliżu niezamieszkałej wyspy, położonej pośrodku niczego.

Chuck jest jedynym ocalałym rozbitkiem. Pozbawiony komputerów, zegarków, kalendarza, jest zmuszony wrócić do korzeni gatunku ludzkiego – nauczyć się rozpalać ogień, zbudować sobie chatkę, łowić ryby przy pomocy najbardziej prymitywnych środków. Największym ciosem dla niego wydaje się być jednak rozdzielenie z narzeczoną (Helent Hunt) i przejmująca samotność na wyspie. Ostatecznie kompanem Chucka zostaje znaleziona pośród szczątków wyrzuconych na brzeg… piłka do siatkówki. [Chuck opowiada świetny dowcip o dentyście w kontekście piłki:)]

Ciężko mi powiedzieć na ile realistyczny jest obraz człowieka, czującego się pośród wszystkich zdobyczy cywilizacji niczym ryba w wodzie, po zesłaniu na koniec świata. Chyba nikt z nas nie ma pojęcia, jak zachowałby się w podobnej sytuacji. Najważniejsze, że z punktu widzenia oglądającego, cała historia jest opowiedziana bardzo zgrabnie i wiarygodnie. Chuck przeżywa swoje lepsze i gorsze chwile na wyspie, powoli traci nadzieję na jakikolwiek ratunek, zaczyna więc cieszyć się tym co ma. W pewnym momencie jednak jego cierpliwość jest wyczeprana, podejmuje więc ostateczne ryzyko – albo zginie na oceanie albo dopłynie gdziekolwiek.

Robert Zemeckis i Tom Hanks mają już na koncie jedną wspólną bardzo udaną pozycję - Forresta Gumpa i jedną trochę mniej – Ekspres polarny. Cast Away jest znowu filmem wysokiej próby – niech świadczy o tym fakt, że są ludzie, którzy oglądając go mieli łzy w oczach, gdy widzieli jak piłka do siatkówki odpływa, odpychana falami oceanu:) Po prostu lubię ten film:)

Piłka Wilson zostaje najlepszym (jedynym) towarzyszem niedoli Chucka...

Od film-bloga – 8/10!

Wyspa tajemic (Shutter Island) – recenzja

W 1954 roku na wyspę Shutter Island przybywa szeryf federalny Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) i jego nowy partner Chuck Aule. Zadaniem agentów jest rozwikłanie zagadki zniknięcia jednej z pacjentek szpitala psychiatrycznego znajdującego się na wyspie. Jednostka nie należy jednak do zwykłych – zamknięci są tutaj groźni przestępcy, którzy w toku postępowania sądowego zostali uznani za chorych umysłowo.

Zaginiona pacjentka nie pozostawiła po sobie niemal żadnych śladów, wygląda na to, że sprawa utknie w martwym punkcie. Co gorsza, Daniels zaczyna odnosić wrażenie, że na wyspie ukrywana jest znacznie ważniejsza tajemnica a personel szpitala jest wyjątkowo wobec niego wrogi. Ostatecznie agent podejrzewa o spiskowanie również swojego partnera.

Scorsese prowadzi akcję w bardzo emocjonujący sposób. Napięcie narasta od samego początku, co chwila odkrywane są kolejne rąbki tajemnicy, aż do poważnych zwrotów akcji. Zakończenie filmu również można zinterpretować na różne sposoby, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby całą historię odkrywać na nowo. A to przecież lubimy najbardziej, prawda?:)

Bardzo dobra rola DiCaprio, wydaje mi się, że ten aktor jest mocno niedoceniany – miał swoje gorsze filmy, ale przecież nie można zapominać o jego udziale w np. Drodze do szczęścia, Aviatorze czy – przede wszystkim – Chłopięcym świecie (ten film myślę, że również zasługuje na notkę na tym blogu w przyszłości:)) Scorsese również potwierdza swoje mistrzostwo – na marginesie – szkoda, że Oscara odebrał akurat za Infiltrację, a nie za Chłopców z ferajny, Taksówkarza czy Wściekłego byka.

Jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio trafiły do kin – 8.5/10!

Lot nad kukułczym gniazdem – recenzja

Randle McMurphy – przestępca skazany wyrokiem sądu – zrobi wszystko, żeby uniknąć więzienia. Udawanie choroby psychicznej przynosi pożądany skutek – trafia na oddział psychiatryczny na obserwację. McMurphy jest przekonany, że pobyt w szpitalu będzie znacznie łagodniejszy niż spędzanie wyroku w więzieniu. Oddziałem zarządza jednak apodyktyczna siostra Ratched, natomiast McMurphy jest pacjentem bardzo niepokornym. Próbuje zbuntować innych chorych przeciwko personelowi, stara się zaprowadzić własne porządki, szybko zostaje liderem w grupie – jako jedynemu zdrowemu przychodzi mu to bardzo łatwo.

Sadystyczna siostra Ratched...

Siostra Ratched nie odda jednak łatwo swojej pozycji w szpitalu, wie że wszystkie procedury i możliwości karania pacjentów są po jej stronie. Z pewnością nie zawaha się wykorzystać tych atutów. Starcie dwóch silnych osobowości jest nieuniknione, szczególnie po tym jak McMurphy kradnie autobus i zabiera kolegów na wycieczkę lub sprowadza na oddział prostytutki.

Pobyt w szpitalu okazuje się dla McMurphy’ego wcale nie lepszy niż gdyby trafił do więzienia (prawdopodobnie). Pacjent, który nie chce się podporządkować panującym regułom jest brutalnie pacyfikowany – podobnie byłoby w więzieniu, ale nie tego spodziewał się Randle po szpitalu psychiatrycznym. Co więcej – personel medyczny pod pozorem zabiegów leczniczych dysponuje szerokim arsenałem środków represji…

Jack Nicholson, znowu wzniósł się na wyżyny sztuki aktorskiej. Zaowocowało to Oscarem za najlepszą rolę męską. Nagrodę za najlepszą rolę żeńską otrzymała Louise Fletcher jako siostra Mildred Ratched – sadystyczna, zimna, wredna – taka jak powinna być:) Oprócz tego jeszcze trzy statuetki – dla najlepszego filmu, najlepszego scenariusza adaptowanego i najlepszego reżysera (Milos Forman). Bardzo wstrząsający film - 9/10!

Ziemia obiecana – recenzja

Koniec XIX wieku, rewolucja przemysłowa trwa w najlepsze. Jednym z najszybciej rozwijających się miast Imperium Rosyjskiego jest robotnicza Łódź. Tysiące chłopów z przeludnionych, biednych wsi, ściąga do miasta, do pracy w fabrykach. Mimo, że wielu z nich kończy w przytułku, traci zdrowie lub życie, polski Manchester jawi się im jako Ziemia Obiecana. Trzech przyjaciół – Maks, Karol i Moryc, (Andrzej Seweryn, Daniel Olbrychski, Wojciech Pszoniak) Niemiec, Polak i Żyd, mieszka razem, marzą o założeniu własnej fabryki. Obecnie pracują u innych, prowadzą własne małe interesy, jednak wiedzą, że bez ryzyka i działania z rozmachem nie spełnią swojej ambicji. Łódź tamtego czasu to miasto błyskawicznego powstawania fortun. Jak również bankructw i samobójstw…

Droga do bogactwa jest kręta, wymaga bardzo ‘elastycznych’ zasad, czasami kłamstwa i oszustwa. Właśnie w ten sposób przyjaciele zdobywają pieniądze konieczne do otwarcia fabryki, ale to dopiero początek problemów. Karol pochodzi ze starej szlacheckiej rodziny – musi sprzedać rodzinny majątek aby zdobyć pieniądze. Ojciec, niechętny odsprzedawaniu posiadłości rodowej, ostatecznie na to przystaje i przeprowadza się do zatłoczonej Łodzi, do syna. Ojciec Maksa prowadzi manufakturę, która w żaden sposób nie przystaje do nowoczesnych standardów, niepowodzenia prowadzą go do obłędu. Każdy sukces będzie miał swoją cenę, czasami bardzo wysoką.

Wajda kręcił swój film w określonych realiach – widzimy uciskanych robotników, krwiożerczy kapitalizm, zastrzelony uczestnik strajku pada na ulicę z czerwoną flagą w ręku… To musiało się podobać – wszak władza ludowa tak bardzo chciała odróżniać się od kapitalistycznych wyzyskiwaczy. Ja widzę jednak w tym przesłaniu drugie dno. Łódź XIX wieku pozwalała ambitnym jednostkom realizować swoje cele, a komunistyczny wyzysk nie jest wcale lepszy od kapitalistycznego.

Podejrzewam, że przez tą czerwoną flagę, rzekomo zwiastującą zwycięstwo komunizmu, Ziemia obiecana nie dostała Oscara. Film był nominowany, niestety statuetkę zgarnął Dersu Uzała Kurosawy. Szkoda, ponieważ to jeden z dwóch nominowanych polskich filmów, który moim zdaniem na tę nagrodę zasługiwał. [Kto zgadnie, który  jest tym drugim?:)] Dodatkowo zdecydowany plus za obsadę – wielu wybitnych polskich aktorów.

Dla najlepszego – według film-bloga – polskiego filmu 9/10!

ps. Jeśli ktoś ma ochotę zakupić audiobooka powieści – zapraszam.

Zabić drozda – recenzja

Lata 30. w Stanach Zjednoczonych to czas Wielkiego Kryzysu. Bieda i frustracja ludzi jest niebezpiecznie wysoka. Na dalekim południu bardzo silne są uprzedzenia rasistowskie, wszak wojna secesyjna nie skończyła się wcale tak dawno temu…

Akcja filmu dzieje się w miasteczku Maycomb w Alabamie. Adwokat Atticus Finch samotnie wychowuje dwójkę dzieci syna Jeremy’ego (Jema) i córkę Jean Louise (Scout, tłumaczone jako Skaut lub Smyk). Akcję obserwujemy głównie z perspektywy dzieci – szczególnie Smyka. Widzimy jak beztrosko spędzają wakacje, próbują rozwikłać tajemnice jednego z sąsiadów. W dalszej części film jest skoncentrowany na procesie Murzyna oskarżonego o gwałt i pobicie białej dziewczyny. Obrońcą zostaje Atticus Finch. Oprócz oskarżenia musi się zmierzyć również z uprzedzeniami małomiasteczkowej społeczności, pogrążonej w stereotypach. Widzimy jak Atticus ukazuje absurdalność oskarżenia – cała historia opowiedziana przez poszkodowaną dziewczynę jest mocno naciągana – niestety, o wyroku decydują przysięgli składający się wyłącznie z białych mieszkańców Alabamy, więc zadanie jest wyjątkowo trudne.

Film jest bardzo wzruszający, historia jest widziana oczyma dzieci, naiwnie wierzących w sprawiedliwość systemu sądowniczego. Atticusowi trudno wytłumaczyć Jemowi i Jean Louis, pewne sprawy, z którymi on sam nie może się pogodzić. Warto wspomnieć, że w filmie Vanilla Sky, mamy fragment Zabić Drozda, w kontekście w jakim się pojawia, pokazuje, że postać Atticusa jest wzorem ojca dla amerykańskiego społeczeństwa.

Film otrzymał trzy Oscary – dla najlepszego aktora (Gregory Peck w roli Atticusa), za najlepszy scenariusz adaptowany oraz za najlepszą scenografię. Polecam również zwrócić uwagę na Roberta Duvalla – który debiutuje na wielkim ekranie małą rolą:)

Film-blog ocenia Zabić drozda na 8.5/10, natomiast literacki pierwowzór – 9/10 – gorąco polecam oba:)