300 – recenzja
V wiek przed naszą erą. Armia Persji pod dowództwem króla Kserksesa wyrusza na podbój Grecji. Posłańcy króla perskiego próbują zastraszyć króla Sparty, Leonidasa. Przywódca słynnego wojowniczego państwa postanawia stawić czoła potężnemu przeciwnikowi. Układy polityczne nie pozwalają Leonidasowi na wystawienie całej armii. Podejmuje próbę obrony Sparty i całej Grecji w wąwozie termopilskim wraz z tytułowymi 300 wojownikami.
Trzystu dzielnych Spartan dzielnie odpiera ataki szarżujących Persów. Odpiera – dodajmy – w sposób bardzo widowiskowy. I w ten sposób dochodzimy do największej zalety filmu – jego barwności, komiksowego (dosłownie) sposobu pokazywania obrazów. 300 wprowadziło do kina nową jakość w tym zakresie – nie sposób nie zachwycić się scenami walki, efektami specjalnymi. Na szczęście, filmowi towarzyszy całkiem zgrabna fabuła, dobrze przemyślana. Reżyser wprowadza nas w arkana agoge - czyli słynnego spartańskiego wychowania, a także pewnych okrutnych obyczajów – jak np. zrzucanie chorych dzieci ze skał. Widzimy jak hartuje się młody Spartiata, jak ciężkim próbom jest poddawany, żeby zostać zaakceptowanym w swojej społeczności. Dopiero wtedy może mienić się dojrzałym mężczyzną.
Widzimy poświęcenie wojowników dla ocalenia swoich rodaków, a w konsekwencji całej greckiej kultury przed barbarzyńskimi hordami prosto z Azji. Może w filmie mamy trochę za dużo patosu – mówienia o starciu greckich wolnych ludzi z azjatyckimi niewolnikami, gdy tymczasem Sparta była państwem zamkniętym, w którym obywatele byli ściśle kontrolowani. Nie znajdziemy tutaj historycznej ścisłości. Najważniejsze jednak, że całą historię ogląda się naprawdę bardzo dobrze.
300 wniosło trochę świeżości do kina – szczególnie w warstwie wizualnej, podobnie jak zekranizowany rok wcześniej inny komiks Franka Millera – Sin City (który filmem jest pewnie nawet lepszym). Polecam na wieczorne odprężenie.
Od film-bloga – 7.5/10!
Forrest Gump to prosty, szczery, uczciwy lecz niezbyt rozgarnięty chłopak, którego wiatry historii umieszczają w najważniejszych dla USA momentach XX wieku. Dzieciństwo spędza na farmie w Luizjanie mieszkając z matką. Ze względu na niski iloraz inteligencji ma problem z dostaniem się do szkoły powszechnej, jednak mama Forresta jest bardzo zdeterminowana, żeby chłopiec miał takie same możliwości jak wszyscy inni. Jak się okazuje, Forrest potrafi swoją szansę wykorzystać lepiej (najczęściej nieświadomie) niż znakomita większość innych ludzi. Zostaje gwiazdą futbolu amerykańskiego w drużynie uniwersyteckiej, jest uważany za bohatera po powrocie z Wietnamu, inspiruje Elvisa Presleya, to on tak naprawdę ujawnia aferę Watergate, zostaje milionerem i lokalnym darczyńcą w rodzinnej Luizjanie. Marzeniem Forresta jest jednak zupełnie coś innego – ożenić się ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa – Jenny. Ich losy przeplatają się, wracają do siebie i znowu rozchodzą, Forrest jednak nigdy nie rezygnuje z tej miłości. Zakończenie tej historii jest prawdziwie słodko-gorzkie…

Czasy II wojny światowej. Amerykański porucznik – Aldo Raine – zbiera oddział złożony z Żydów, których zadaniem będzie mszczenie się na niemieckich żołnierzach za zbrodnie nazistowskie (dodatkowo zdzierając z nich skalpy). W innym miejscu, we Francji, pułkownik Hans Landa tropi ukrywających się Żydów. Masakrę jednej z rodzin przeżywa młoda Shosanna, dysząca pragnieniem zemsty (częsty motyw u tego reżysera…). Jak to u Tarantino wszystkie wątki gdzieś się spotkają.

Szeryf Martin Brody przeprowadza się wraz z rodziną z Nowego Jorku na malowniczą wyspę Amity. Wydaje się, że taka zmiana to w praktyce zesłanie, ale z drugiej strony – piękne plaże, morze, cisza i spokój. Pewnego dnia na plaży zostają znalezione zwłoki dziewczyny – prawdopodobnie ofiary ataku rekina. Jednak zamknięcie plaży w obawie przed powtórzeniem się tego zdarzenia nie wchodzi w grę. Burmistrz Amity doskonale wie, że miasteczko żyje głównie z turystów, wymusza więc opinię, że był to nieszczęśliwy wypadek.

Odległa przyszłość. Statek kosmiczny Nostromo wraz z 7-osobową załogą powraca na Ziemię. Członkowie załogi zostają wybudzeni z hibernacji wcześniej niż było to zaplanowane – komputer statku odebrał sygnał SOS nadawany z pobliskie planety, należy to sprawdzić. Załoganci mniej lub bardziej chętnie (z naciskiem na mniej) lądują w nieznanym miejscu. Odkrywają tam dziwne jaja, ułożone tysiącami w podziemiach. Z jednego z jaj wykluwa się dziwne stworzenie i przysysa się do twarzy Kane’a. Po powrocie na statek i kilku dniach śpiączki, pasożyt odrywa się od Kane’a, ten czuje się znacznie lepiej. To jednak dopiero początek problemów. Zaatakowany załogant został nosicielem śmiertelnie groźnego drapieżnika, który wkrótce się wykluje.

Chuck Noland (Tom Hanks) jest chyba ostatnią osobą na świecie, która powinna trafić na bezludną wyspę. Jest energicznym pracownikiem firmy kurierskiej FedEx, jego obsesją jest podporządkowanie się czasowi. Ze względu na charakter pracy (ciągłe wyjazdy do różnych zakątków świata) doskonale rozumie znaczenie punktualności i dobrej organizacji. Niestety wracając z jednej z podróży, samolot, którym leci Chuck, rozbija się w pobliżu niezamieszkałej wyspy, położonej pośrodku niczego.
Ciężko mi powiedzieć na ile realistyczny jest obraz człowieka, czującego się pośród wszystkich zdobyczy cywilizacji niczym ryba w wodzie, po zesłaniu na koniec świata. Chyba nikt z nas nie ma pojęcia, jak zachowałby się w podobnej sytuacji. Najważniejsze, że z punktu widzenia oglądającego, cała historia jest opowiedziana bardzo zgrabnie i wiarygodnie. Chuck przeżywa swoje lepsze i gorsze chwile na wyspie, powoli traci nadzieję na jakikolwiek ratunek, zaczyna więc cieszyć się tym co ma. W pewnym momencie jednak jego cierpliwość jest wyczeprana, podejmuje więc ostateczne ryzyko – albo zginie na oceanie albo dopłynie gdziekolwiek.
W 1954 roku na wyspę Shutter Island przybywa szeryf federalny Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) i jego nowy partner Chuck Aule. Zadaniem agentów jest rozwikłanie zagadki zniknięcia jednej z pacjentek szpitala psychiatrycznego znajdującego się na wyspie. Jednostka nie należy jednak do zwykłych – zamknięci są tutaj groźni przestępcy, którzy w toku postępowania sądowego zostali uznani za chorych umysłowo.
Scorsese prowadzi akcję w bardzo emocjonujący sposób. Napięcie narasta od samego początku, co chwila odkrywane są kolejne rąbki tajemnicy, aż do poważnych zwrotów akcji. Zakończenie filmu również można zinterpretować na różne sposoby, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby całą historię odkrywać na nowo. A to przecież lubimy najbardziej, prawda?:)
Jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio trafiły do kin – 8.5/10!
Randle McMurphy – przestępca skazany wyrokiem sądu – zrobi wszystko, żeby uniknąć więzienia. Udawanie choroby psychicznej przynosi pożądany skutek – trafia na oddział psychiatryczny na obserwację. McMurphy jest przekonany, że pobyt w szpitalu będzie znacznie łagodniejszy niż spędzanie wyroku w więzieniu. Oddziałem zarządza jednak apodyktyczna siostra Ratched, natomiast McMurphy jest pacjentem bardzo niepokornym. Próbuje zbuntować innych chorych przeciwko personelowi, stara się zaprowadzić własne porządki, szybko zostaje liderem w grupie – jako jedynemu zdrowemu przychodzi mu to bardzo łatwo.
Jack Nicholson, znowu wzniósł się na wyżyny sztuki aktorskiej. Zaowocowało to Oscarem za najlepszą rolę męską. Nagrodę za najlepszą rolę żeńską otrzymała Louise Fletcher jako siostra Mildred Ratched – sadystyczna, zimna, wredna – taka jak powinna być:) Oprócz tego jeszcze trzy statuetki – dla najlepszego filmu, najlepszego scenariusza adaptowanego i najlepszego reżysera (Milos Forman). Bardzo wstrząsający film - 9/10!
Koniec XIX wieku,
Wajda kręcił swój film w określonych realiach – widzimy uciskanych robotników, krwiożerczy kapitalizm, zastrzelony uczestnik strajku pada na ulicę z czerwoną flagą w ręku… To musiało się podobać – wszak władza ludowa tak bardzo chciała odróżniać się od kapitalistycznych wyzyskiwaczy. Ja widzę jednak w tym przesłaniu drugie dno. Łódź XIX wieku pozwalała ambitnym jednostkom realizować swoje cele, a komunistyczny wyzysk nie jest wcale lepszy od kapitalistycznego.
Lata 30. w Stanach Zjednoczonych to czas
Film jest bardzo wzruszający, historia jest widziana oczyma dzieci, naiwnie wierzących w sprawiedliwość systemu sądowniczego. Atticusowi trudno wytłumaczyć Jemowi i Jean Louis, pewne sprawy, z którymi on sam nie może się pogodzić. Warto wspomnieć, że w filmie Vanilla Sky, mamy fragment Zabić Drozda, w kontekście w jakim się pojawia, pokazuje, że postać Atticusa jest wzorem ojca dla amerykańskiego społeczeństwa.